Incydent w Dalniegorsku: Czy na Wzgórzu 611 rozbiła się pozaziemska sonda
Dalniegorsk to górnicze miasteczko na rosyjskim Dalekim Wschodzie. Zimą 1986 roku było daleko od centrów świata i jeszcze dalej od kamer. A jednak 29 stycznia wieczorem wydarzyło się tam coś, co do dziś funkcjonuje jak sprawa z akt „true crime”: wielu świadków, jedno miejsce zdarzenia i ślady materialne, które nie chcą się łatwo ułożyć w wygodną wersję.
Nie ma tu klasycznego „trupa”. Jest za to czerwona kula, zbocze o numerze 611 i garść próbek, które w relacjach badaczy urastają do roli dowodu rzeczowego. I jest jeszcze betonowe pytanie: dlaczego ta historia wciąż nie ma finału?
Noc, w której niebo zeszło nisko
Zaczyna się od godziny, którą świadkowie zapamiętali z niemal policyjną precyzją: około 19:55–20:00. Nad Dalniegorskiem ma się pojawić jasny, czerwonawy obiekt lecący nisko i bezgłośnie, „równolegle do ziemi”. Opisy powtarzają jeden detal: to nie był meteor, bo nie pędził jak pocisk. On „płynął” i wyglądał, jakby kontrolował lot.
Chwilę później obiekt ma uderzyć w wapienne zbocze wzniesienia znanego jako Wzgórze 611 (Mount Izvestkovaya). I tu pojawia się detal, który rozpala wyobraźnię: zamiast klasycznej eksplozji — w wielu relacjach — ma być rozbłysk i długotrwałe żarzenie, opisywane jak pożar widoczny z miasta przez około godzinę.
To jest ten moment, gdy w reportażu true crime pada zdanie: „Jedno miejsce. Wiele oczu. Jeden ślad”.
Miejsce zdarzenia: Wzgórze 611 jako scena dowodowa
Trzy dni później: pierwsze wejście, pierwsze próbki
Wątek, który odróżnia Dalniegorsk od tysięcy „świetlnych obserwacji”, to powrót na miejsce i zbieranie materiału. W relacjach często pojawia się nazwisko Valeri/Valery Dvuzhilny (Dwużilny) — jako jedna z kluczowych osób organizujących badania terenowe i opis znalezisk.
Według opracowań kompilacyjnych dotyczących tej sprawy na miejscu rejestrowano punkty „anomalii” i zbierano ślady, które miały pozostać po kontakcie obiektu ze skałą.
Co znaleziono: „perły”, szkliwo i tajemnicza siatka
W najczęściej cytowanych opisach pojawiają się trzy kategorie znalezisk:
- srebrzyste metaliczne „kuleczki / krople” osadzone w materiale ze zbocza,
- czarne, szkliste krople wyglądające jak zastygły stop lub szkliwo,
- fragmenty cienkiej „siatki” (mesh) – delikatnej struktury o niejasnym pochodzeniu.
W wersji, którą powtarza część źródeł ufologicznych, „mesh” ma być zbudowany z wyjątkowo cienkich włókien, czasem opisywanych jako zawierające także drobne domieszki metali szlachetnych. To brzmi jak scenariusz, ale właśnie tak rodzi się legenda: od drobiny, która „nie pasuje” do tego, co znane.
Laboratoria i interpretacje: kiedy dowód rzeczowy staje się paliwem
Tu zaczyna się gra na dwóch fortepianach.
Fortepian 1: „badano naukowo”
W obiegu funkcjonuje teza, że próbki analizowano w instytucjach naukowych Dalekiego Wschodu, a wnioski były „dziwne”, bo część materiału miała wykazywać nietypowe właściwości. Tę narrację wzmacniają kompilacje źródłowe z lat późniejszych, w których pojawiają się opisy testów, anomalii pomiarowych i rozbieżności interpretacyjnych.
Fortepian 2: „łańcuch dowodowy nie jest domknięty”
I tu wchodzi twarda dziennikarska zasada: jeśli nie masz pełnej ścieżki „z miejsca zdarzenia do niezależnej publikacji”, dostajesz lukę. A luka w takich historiach działa jak otwarte drzwi: każdy dopisuje własny finał.
W wielu dostępnych opracowaniach brak jest publicznie dostępnej, kompletnej dokumentacji laboratoryjnej spełniającej standardy recenzowanej literatury naukowej. To nie unieważnia relacji. To po prostu zostawia sprawę w strefie „głośne, ale niezamknięte”.
„Rosyjskie Roswell”: dlaczego ta etykieta przylgnęła
Porównanie do Roswell pojawia się regularnie, bo w Dalniegorsku mamy trzy składniki, które zawsze budują mit:
- wielość świadków,
- konkretne miejsce i czas,
- materialny „rekwizyt” w postaci znalezisk.
A potem dochodzi jeszcze jeden element: klimat epoki.
W ZSRR istniał realny kontekst zbierania i analizowania doniesień o „zjawiskach anomalnych” (często w splocie nauki i wojska). To nie dowodzi, że Dalniegorsk był „spiskiem”. To wyjaśnia, dlaczego w takich sprawach natychmiast pojawia się odruch: „ktoś to widział w raportach, tylko nie mówi”.
Sequel, czyli nocne światła wracają na miejsce
W części relacji — szczególnie tych krążących w obiegu ufologicznym — pojawia się motyw późniejszych „powrotów” niezidentyfikowanych obiektów w rejon Dalniegorska (m.in. wzmianki o wzmożonej aktywności w 1987 roku). Tę część należy traktować ostrożnie: często jest powtarzana w opracowaniach wtórnych, a nie w źródłach pierwotnych. Ale z perspektywy narracji true crime to klasyczny mechanizm: jeśli miejsce zostaje „naznaczone”, każde kolejne światło staje się dopiskiem do akt.
Najbardziej prawdopodobne wyjaśnienia i te, które nigdy nie umrą
Wersja „ziemska”
Sceptyczne interpretacje krążą wokół idei błędnej identyfikacji zjawiska oraz możliwości zdarzeń związanych z techniką lub atmosferą. Problem w tym, że — według relacji — obiekt miał poruszać się nietypowo (wolniej, nisko, bez dźwięku), a na miejscu miały pozostać próbki, które uznano za „niezwykłe”.
Wersja „sonda”
Hipoteza „pozaziemskiej sondy” trzyma się nie dlatego, że ma twardy dowód, tylko dlatego, że jest literacko doskonała: mała, cicha, techniczna, zostawia ślad i znika. W true crime lubimy sprawy, w których „sprawca” nie jest człowiekiem. Bo wtedy nie ma końca.
Co dziś naprawdę mamy w rękach
Mamy datę. Mamy miejsce. Mamy powtarzalne elementy relacji świadków. Mamy opowieść o próbkach, które badano. I mamy brak publicznego finału, który pozwala, by sprawa Wzgórza 611 wciąż żyła.
Dalniegorsk to nie tylko „UFO story”. To też studium tego, jak rodzi się legenda z domieszką fizycznego śladu — i jak brak zamknięcia zamienia historię w wieczny, otwarty plik.
Źródła (wybór)
Źródła (wybór)
- Wikipedia (fr): hasło „Incident de Dalnegorsk” – streszczenie relacji o obiekcie i kategoriach znalezisk (kuleczki metalu, szkliste krople, fragmenty „mesh”).
- Komsomolska Prawda
- StealthSkater (PDF) „UFOs Over Russia” – kompilacyjny materiał archiwalny z opisem badań terenowych i wątkiem Dvuzhilnego.
- Skeptical Inquirer: „A History of State UFO Research in the USSR” – kontekst państwowego zainteresowania raportami UFO w ZSRR.
- CIA Reading Room: „USSR: Media Report Multitude of UFO Sightings” (1989) – dokument o fali medialnych doniesień i podejściu analitycznym do raportów.
- Inne opracowania wtórne (do weryfikacji, użyte jako kontekst narracyjny): opisy „mesh” i późniejszych doniesień o aktywności nad Dalniegorskiem.
Zapisz się do Newslettera
Jeśli chcesz dostawać tylko interesujące materiały — bez spamowania — zapisz się do newslettera Ukrytego Porządku i bądź na bieżąco z tym, co naprawdę przesuwa granice mapy.

Pozaziemski statek kosmiczny rozbił się w Kraju Nadmorskim.
Walery Dwużylny, dyrektor Dalekowschodniego Centrum Badań UFO „Kosmopojsk”, jest pewny siebie.
Gdyby w kalendarzu istniał Nadmorski Dzień Ufologii, z pewnością przypadałby on 29 stycznia. Tego dnia, dokładnie 20 lat temu, niemal cały Dalnegorsk był świadkiem upadku świetlistej kuli na pobliskie wzgórze (znane później na całym świecie jako Wysokość 611 ). Po kilku nieudanych próbach wzbicia się w powietrze, kula w końcu odleciała równie niespodziewanie, jak się pojawiła.
Co to było? Wciąż nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Jednak przez dwie dekady badacz z Dalnegorska, Walery Dwużylny, zebrał bogaty materiał, który dowodzi, że zjawisko z 29 stycznia 1986 roku jest unikatowe zarówno pod względem naturalnym, jak i technologicznym. Naukowcy uważają, że materialne pozostałości po podobnych wydarzeniach są porównywalne pod względem unikalności z meteorytem tunguskim. Zauważają również, że badania Dwużylnego były prowadzone na wysokim poziomie naukowym.
Dzisiaj po raz pierwszy publikujemy wiele faktów i wyników tego badania.
„Świecące kule obserwowano już wcześniej nad Dalnegorskiem – w latach 70. i na początku lat 80.” – mówi Walery Dwużylny. „Istnieją relacje naocznych świadków, którzy od dawna tam przebywają, że UFO były wielokrotnie widywane w latach 30. i 40. XX wieku, na długo przed erą kosmiczną. Jednak w czasach radzieckich wiele anomalii było bagatelizowanych jako złudzenia optyczne, miraże i halucynacje”.
Dalnegorsk miał trochę szczęścia. Jeden z tych „miraży” spadł na wysokość 611 m (1300 stóp). Stało się to o godzinie 19:55. Lot i upadek balonu były świadkami setek mieszkańców Dalnegorska: policjanci, strażacy, dziennikarze, lekarze i nauczyciele. Znając czas lotu i przebytą odległość, łatwo było obliczyć jego prędkość – około 50 km/h (31 mph). Wysokość lotu nie przekraczała tysiąca metrów (1000 stóp).
Wzrost 611 – 20 lat później
Uczniowie ze Szkoły nr 1 opowiedzieli mi o dziwnym obiekcie. Trzy dni później wdrapaliśmy się na strome, ośnieżone zbocze i zbadaliśmy „miejsce lądowania”. Wokół leżała warstwa śniegu o grubości 50-60 cm. Tylko niewielki obszar o wymiarach 3 na 4 metry był dziwnie czysty. Porozrzucane na nim były fragmenty okopconego i stopionego krzemienia – ślady zniszczenia skały. Wyglądało to tak, jakby coś intensywnie płonęło przez długi czas. Czuć było ostry, silny chemiczny zapach. Na skraju „łysej plamy” znajdowały się resztki pnia, sądząc po korzeniach – koreańskiego cedru.
Ten pień przedstawiał niesamowity widok. Jedna jego część została zamieniona w węgiel drzewny przez jakąś nieznaną siłę, a druga stała się niewyobrażalnymi smugami czarnej, szklistej masy. Wyglądało to tak, jakby płynęła czarna ropa. Drewno – i topi się?!
Kiedy tu przyjechałem, spodziewałem się znaleźć szczątki meteorytu. Ale kiedy zobaczyłem to, zdałem sobie sprawę, że to nie ma nic wspólnego z meteorytem. Nawet spadając w stog siana, meteoryty nie wywołują pożarów. A piorun kulisty nie wywołałby czegoś takiego…
Przez myśl przemknęła mi myśl o spadających szczątkach rakiety lub statku kosmicznego. Razem z chłopakami próbowaliśmy znaleźć jakiekolwiek możliwe szczątki. Na próżno – pokrywa śnieżna była nienaruszona w promieniu 200-300 metrów. Żadnych szczątków w tym miejscu! Na pewno nie wyparowały!
Byliśmy zdumieni bryzgami srebrzystego metalu zamrożonego na skale – ołowiu, jak się później okazało. Woda wyraźnie wrzała i chlapała. Później znaleźliśmy same „żelazne” kule. Nie było to łatwe: musieliśmy wspiąć się na szczyt ponad sto razy.
Starannie zebrałem i sklasyfikowałem wszystko, co tam znalazłem, opisałem znaleziska, sfotografowałem je i przeprowadziłem analizy fizyczne i chemiczne. Przez 20 lat wielokrotnie wracałem do tych próbek, podchodząc do badań i ich wyników z nowym nastawieniem.
Czy naukowcy ci pomogli i jak zareagowali na zjawisko Dalnegorska?
„Początkowo wszystkie moje próby nawiązania kontaktu z naszymi naukowcami były udaremniane przez to osobliwe sformułowanie: »Nigdy nie wiadomo, co spadnie z nieba!« Nikt nie chciał szargać swojej reputacji jakąś »anomalią«. Nawiasem mówiąc, stanowisko tutaj jest niemal identyczne jak w Kościele – twierdzą, że wszystko takie jak TO jest dziełem diabła”.
Jednak nie wszystko jest takie ponure. W ciągu tych 20 lat próbki badano w 19 instytutach badawczych i szeregu laboratoriach produkcyjnych – Instytucie Badawczym Geologii i Geofizyki (Leningrad, Nowosybirsk, Władywostok), Spawalnictwie Elektrycznym im. B.O. Patona (Kijów), Geochemii i Fizyki Surowców Mineralnych (Kijów), Instytucie Zasobów Mineralnych (DVIMS, Chabarowsk), Geologii i Geofizyki Surowców Mineralnych (NIIGGiMS, Irkuck), Instytucie Badawczym Stopów (Moskwa), Wulkanologii (Kamczatka), Instytucie Badawczym Chemii Dalekowschodniego Oddziału Federacji Rosyjskiej (Władywostok) itp. Wykorzystano najnowocześniejsze metody – mikroskopię elektronową, dyfrakcję rentgenowską, mikrosondę, metalografię, izotopy… Badania przeprowadziło 8 doktorów nauk, 18 kandydatów nauk.
– Ale z pewnością byli i tacy naukowcy i specjaliści, którzy nie przyznawali, że świetlista kula ma pozaziemskie pochodzenie.
Rzeczywiście, pomimo że wiele napisano o wysokości 611, debata na temat tego obiektu trwa. Niektórzy twierdzą, że był to bolid, stopień radzieckiej rakiety wystrzelonej z Bajkonuru, samozniszczalna tajna wojskowa sonda rozpoznawcza, tajny japoński satelita…
Zaskakujące, że ci, którzy tak twierdzą, nie są nawet zainteresowani dokumentami, którymi dysponuję. I przedstawiają swoje osobiste opinie jako prawdę naukową!
Mam złą wiadomość dla „entuzjastów kosmosu”: 29 stycznia 1986 r. nie odbył się żaden start z Bajkonuru.
Co więcej, cząsteczki metalu zebrane na wysokości 611 zostały zidentyfikowane przez naukowców jako „supertwardy, odporny na ciepło, antyradiacyjny stop, sztucznie wytworzony przy użyciu specjalnej technologii… Trudno przewidzieć możliwą metodę uzyskania takiej struktury, jej przeznaczenie, właściwości fizyczne i inne…”.
„To nie jest meteoryt. Nie zajmujemy się rzeczami, które nie są meteorytami” – brzmiała odpowiedź, którą otrzymałem 20 lat temu na moje zapytanie od moskiewskiego komitetu ds. meteorytów, do którego wysłałem próbki znalezione na wysokości.
Satelita szpiegowski z USA?
Wygląda na to, że nie spadł na Księżyc. I takie sprzeczności – Akademia co innego pisała lewą ręką, a co innego prawą.
Ale to nie koniec „kosmicznej epopei” związanej z wydarzeniami sprzed 20 lat. Są też konkurenci z NASA, amerykańskiej agencji kosmicznej! W numerze magazynu SKY AND TELESKOPE doniesiono, że „szczątki tajnego amerykańskiego wojskowego satelity szpiegowskiego” spadły na wysokość 611 stóp.
Nie było mi trudno dociec, skąd pochodzą te informacje. W pewnym momencie opublikowałem wyniki badań tomskich metalurgów dotyczące obecności węglików hafnu i tantalu w stopie, zaznaczając, że związki te są częścią żaroodpornej ceramiki używanej w amerykańskim programie kosmicznym. To oznacza, że „nasz szpieg upadł”. Ale musicie przyznać: ceramika i stop metali to dwie różne rzeczy.
– Ale co się działo na szczycie?
Odkrycia naukowców i specjalistów sugerują, że obiekt miał solidną, metalową bryłę. Został sztucznie wytworzony przy użyciu specjalnej technologii (nie znaleziono analogów takich stopów). Upadając i uderzając w skałę, „metalowa kula w kolorze stali nierdzewnej bez dziur i wybrzuszeń” roztrzaskała się i rozbiła krzemienie na gruz, topiąc i namagnesowując niektóre z nich. Niektóre krzemienie zostały wypolerowane do lustrzanego połysku przez niezwykle wytrzymałą bryłę, nawet ponad złożami węgla.
Naoczni świadkowie twierdzili, że balon próbował wzbić się w powietrze sześć razy w ciągu pół godziny. Na szczycie wzgórza wykryto sześć namagnesowanych punktów. Potwierdziła to grupa naukowców z Tomska za pomocą magnetometru protonowego.
Obiekt dysponował elektrownią o mocy zbliżonej do liniowego wyładowania piorunowego (wartość ta została obliczona przez specjalistów). Ani sondy, ani inne obiekty techniczne nie byłyby w stanie wytworzyć takiej mocy.
Obiekt zawierał źródło silnego, impulsowego promieniowania mikrofalowego lub podobnego. Drzewa i krzewy na tym terenie nosiły ślady uszkodzeń radiacyjnych. W glebie na głębokości 7 cm znaleziono gliniane gniazda os z zwęglonymi larwami. Jednak warstwa gleby nie była zwęglona!
Ustalono, że namagnesowanie spowodowane jest silnym, stałym polem magnetycznym.
Obiekt wytworzył wysokie temperatury, szacowane na 1800–3500 stopni Celsjusza. Doprowadził również do silnego szoku termicznego w krzemieniach i roślinności. To ekstremalne temperatury!
Tak zwane spalanie odbywało się w środowisku beztlenowym. Węgiel zawarty w drewnie pniaka topił się i spływał niczym olej. Utworzył się tzw. węgiel szklisty i siatka, a opary metalu z aparatu do spalania nasycały stopiony węgiel swoimi atomami. Siatka posiada niezwykłe właściwości: jest nierozpuszczalna w żadnym kwasie i wytrzymuje temperatury 2800 stopni Celsjusza. Niektóre próbki natychmiast przywierają do magnesu trwałego, chociaż, jak wie nawet dziecko w wieku szkolnym, węgiel nie jest magnetyczny! Krótko mówiąc, siatka nie ma nic wspólnego z izolacją termiczną z węgla (tworzywa sztucznego wzmocnionego włóknem węglowym) stosowaną w eksploracji kosmosu. „Warunki powstawania takiej struktury są nieznane” – podsumowali naukowcy.
Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedną osobliwość: obiekt miał źródło plazmy i wypalił kilka głębokich dziur w drewnie pnia (jest to wyraźnie widoczne na zdjęciach i próbkach drewna). Nie wiadomo, jaką rolę to odegrało. Możliwe, że służyło jako specjalny silnik, pomagając mu przemieszczać się przez gęste warstwy atmosfery.
A tak zwane kulki żelazne – w rzeczywistości nie zawierają dużo żelaza; są bardzo złożonym stopem. Jeden z cytatów: „Próby rozłupania lub zmiażdżenia próbki uderzeniami młotka lub odkształcenia jej w laboratoryjnej prasie hydraulicznej w celu uzyskania płaskiej próbki zakończyły się niepowodzeniem ze względu na wysoką twardość i wytrzymałość materiału… Na podstawie dostępnych informacji nie można przypisać materiału próbki do żadnej OPUBLIKOWANEJ lub STOSOWANEJ struktury… stopów lub stali”.
A zatem wysokie temperatury, nieznane promieniowanie, wysokie napięcie i natężenie prądu, obecność plazmy, silne pola magnetyczne, specjalny, superwytrzymały stop, którego nie można znaleźć w żadnych „ziemskich” szafach na dokumenty… Należy zauważyć, że piłka była kontrolowana; poruszała się po prostej, poziomej trajektorii, nie zmieniając kursu ani wysokości lotu.
Myślę, że istnieje wystarczająco dużo dowodów, aby uznać, że pozaziemska cywilizacja rozbiła się na wysokości 611.
– Wiadomo, że po 1986 roku podobne kule pojawiły się na niebie nad Dalnegorskiem…
„To prawda. Dzięki zapisom obserwacji byliśmy w stanie zidentyfikować szereg wzorców – czas, kurs, pułap lotu itp.”
Najwięcej jest ich w styczniu, lutym i listopadzie. Rozmiar, kolor i kształt balonów są rozpoznawalne. Może region Dalnegorsk ma w sobie coś, co je przyciąga?
Weźmy wydarzenia z przeszłości, z 2005 roku. 16 stycznia pojawiła się mała, neonowa kula i zawisła nad miastem. Zawisła nieruchomo przez dwie lub trzy minuty. Nagle jej rozmiar i jasność wzrosły. Jasność była tak duża, że cienie drzew, budynków i przechodniów padały na ziemię, mimo braku reflektorów. Następnie, kurcząc się do pierwotnych rozmiarów, przemierzyła centrum miasta i zniknęła za górami.
UFO pojawiały się niemal codziennie do końca stycznia i części lutego. Sfilmowaliśmy nawet dwa obiekty jednego wieczoru. Rok 2005 był więc rokiem kolejnej inwazji tych kul.
Jeden z nich leciał pod chmurami cumulonimbus, wskazując na wysokość nie większą niż 1000-1500 metrów nad ziemią. Nie był to już satelita. Czasami śledziliśmy je obiektywami aparatów przez 3-4 i 5 minut, w tym czasie pokonywały dystans 5-7 kilometrów. Trzy obiekty okrążyły południowo-zachodnią część miasta, obróciły się o 360 stopni i powoli wróciły. Niektóre z jasnych, świecących kul miały czerwone światła na dole, ale nie były to samoloty, ponieważ nie miały innych znaków identyfikacyjnych. Kiedy cywilni i wojskowi kontrolerzy ruchu lotniczego pytali o możliwe loty samolotów, odpowiadali: „W podanym czasie w waszym rejonie nie było żadnych samolotów cywilnych ani wojskowych. Nie było żadnych sygnałów radarowych”.
Kiedy zapytałem jednego z oficerów, czy to mogą być samoloty zagraniczne, odpowiedział: „Komu potrzebny Dalnegorsk? W promieniu setek kilometrów nie ma żadnych jednostek wojskowych ani innych obiektów. Chcecie sprawdzić, czy mieszkańcy przetrwali reformy?”
W tym roku kontynuowałem badanie próbek z Height 611. Myślę, że wkrótce będę miał coś do przekazania: materiał zapowiada się rewelacyjnie. Na razie powiem jedno: musimy poczekać na wyniki badań laboratoryjnych i analiz.
| OSTROVSKAYA Natalia | 22 lutego 2006 |
Źródło: Komsomolska Prawda
Mieszkańcy Dalnegorsku ponownie zobaczyli UFO
Długoterminowe obserwacje pokazują, że wraz z nadejściem wiosny do Dalnegorska przylatują niezidentyfikowane obiekty latające, niczym ptaki z krajów południowych.
Wieczorem 28 marca padał ulewny śnieg. Synoptycy obliczyli później, że w ciągu jednego dnia spadła ilość opadów równa dwóm miesiącom. Natalia Aksenowa i jej 12-letnia córka Żanna wyszły z domu około 23:00 na spacer z airedale terrierem. Śnieg padał płatkami, a wokół panowała cisza – jak w bajce! Dziewczynka podeszła do drzewa, chcąc strząsnąć z siebie śnieg.
„Żanna, co się stało?!” krzyknęła matka, widząc coś zdumiewającego: jej córka stała w niezwykłym, świecącym sześcianie o wyraźnych granicach. Światło było niebieskawe, jak z świetlówki.
Rodzina Mukhinów, przechodząc obok, zatrzymała się ze zdumieniem. Piesek, wesoło hasający po śniegu, zatrzymał się w miejscu, wpatrując się w swojego małego właściciela.
Zjawisko trwało 7 sekund i zniknęło tak nagle, jak się pojawiło.
Dziewczynka, żywa i cała, skarżyła się jedynie na chwilową ślepotę i silne, krótkotrwałe nudności. Drugi objaw, według specjalistów, mógł być wynikiem oddziaływania silnego źródła pola elektromagnetycznego na mózg w zakresie ultrawysokich częstotliwości.
Odniesienie KP
Od połowy stycznia do 22 lutego świetliste kule pojawiały się niemal codziennie na nocnym niebie nad Dalnegorskiem. Leciały, jakby zgodnie z planem, w ściśle określonym, wschodnim kierunku na wysokości nie większej niż tysiąc metrów. Były jaskrawe, czerwone lub neonowe. Leciały bezszelestnie z prędkością 10-15 km/h, czasami zawracając i cofając. Innymi słowy, wyglądały bardzo jak celowy, kontrolowany lot!
Prawie wszystkie obiekty pojawiły się w okolicach wysokości 548 , były wyraźnie widoczne z centrum Dalnegorska i przemieszczały się w kierunku wysokości 611 , gdzie w styczniu 1986 r. spadł podobny obiekt (przypadek ten został szczegółowo opisany w prasie krajowej i międzynarodowej: stopy i inne „dowody materialne” znalezione w miejscu upadku nie miały odpowiedników na Ziemi; udokumentowali to metalurdzy z ZSRR i USA, Komisja Meteorytów Syberyjskiego Oddziału Akademii Nauk, eksperci z Instytutu Spawalnictwa Elektrycznego Patona (Kijów) i Instytutu Politechnicznego w Tomsku).
Kolejny niewyjaśniony incydent miał miejsce w nocy z 28 na 29 marca w rodzinie Sokołowów, pochodzącej z Dalnegorska. O godzinie 3:00 nad ranem małżeństwo obudził telefon od krewnego z Kawalerowa.
„Rozmawialiśmy, a potem poszłam spać” – powiedziała Anna Sokołowa. „Właśnie zamknęłam oczy, gdy nagle najjaśniejsze światło zalało mieszkanie. Wyskoczyłam z łóżka, próbując zrozumieć, co to było. To było nierealne, niesamowicie jasne, przenikliwe białe światło. Skąd się brało i skąd pochodziło, było zupełnie niejasne. Światło oświetlało wszystko w domu i na ulicy”.
Za oknem nie było żadnego hałasu, żadnego grzmotu, żadnej błyskawicy – przenikliwa cisza. Mój mąż obudził się od błysku, zdezorientowany. Podeszliśmy do okna i zobaczyliśmy padający śnieg. A pomiędzy dwoma sąsiednimi pięciopiętrowymi budynkami na ziemi widniała duża, czarna plama. To było zdumiewające, ponieważ ta okrągła plama, o średnicy około ośmiu metrów, wyraźnie odcinała się od jednolitego, białego tła. Nie przypominała błyskawicy. Trwała około trzech sekund i nie miała sobie równych pod względem jasności z niczym, co kiedykolwiek widziałam.
Według geofizyka z Dalnegorska, Jurija Wikulowa , nieco wcześniej niż Sokołowowie, około północy, przez pół godziny, przez gęstą warstwę śniegu, obserwował on dziwny, świecący punkt na niebie. Zastanawiał się, czy może księżyc jest widoczny.
„Tego wieczoru i nocy silne promieniowanie zaobserwowano w niemal każdej części miasta, nie tylko u pasażerów autobusu kursującego o 4 rano na Przełęczy Dalnegorskiej, ale także u mieszkańców wsi Serżantowo (20 km od Dalnegorska)” – powiedział biolog Walery Dwużylny, znany badacz zjawisk anomalnych w Kraju Nadmorskim i poza nim . „I jeszcze jedno: tego wieczoru nagle przestały działać wszystkie anteny satelitarne i kablowe w całym mieście. Osobiście nie mogłem odebrać ani jednego programu telewizyjnego”.
Czy nieznany obiekt unosił się nad miastem, skanując (po raz kolejny!) poszczególne części miasta i, jak w przypadku 12-letniej Żanny Aksenowej, poszczególnych mieszkańców? A może było to dobrze znane naturalne zjawisko burzy związane z obfitymi opadami śniegu? A może fakt ludzkiej psychiki w jego sezonowych przejawach? Wybierz swoją odpowiedź.
Przy okazji
16 stycznia 2005 roku grupa mieszkańców Dalnegorska rozpoczęła „polowanie” na balony. Udało im się uchwycić na wideo kilkanaście obiektów. Szczęściarzami byli Waleryj Dwużylny, Iwan Nikulin i uczeń jedenastej klasy Dima Borodin. Balony zachowywały się dość przychylnie, co pozwoliło im na filmowanie przez kilka minut.
Wszystkie nagrania zostały przetworzone cyfrowo klatka po klatce. W rezultacie badacze byli w stanie dostrzec ciemną masę za jasną kulą. Co więcej, jeden z nisko lecących obiektów uruchomił detektor promieniowania mikrofalowego używany przez „łowców” z Dalnegorska.
Natalia OSTROVSKAYA.
| OSTROVSKAYA Natalia | 14 kwietnia 2005 |
Źródło: Komsomolska Prawda
Czy pierwsze UFO w 2004 roku odwiedziły okolice Dalnegorska?
Naoczni świadkowie twierdzą, że 17 stycznia widzieli na niebie dziwne, świetliste obiekty.
Miejscowość Rudnaja Pristan, skład ropy naftowej, godzina 3:00 rano, 17 stycznia. Tankowiec „Fokino” z Nachodki przypłynął tu z ładunkiem paliwa. To była rutynowa operacja rozładunku. Nagle załoga wachtowa zauważyła coś na niebie nad wzgórzami w pobliżu sąsiedniej miejscowości Kamienka (około 10 kilometrów stąd), co czasami po prostu unosiło się nad nocnym otoczeniem, a czasami manewrowało w stronę morza i z powrotem. Obiekt świecił i przypominał migającą latarnię morską.
Marynarze chwycili lornetki i wpatrywali się przez nie w tę samą kulistą poświatę. Zdumieni tym, co zobaczyli, na wszelki wypadek wezwali oficer dyżurny bazy paliwowej. Ta powiadomiła kierownictwo. A ponieważ Walery Dwużylny, znany badacz UFO w Kraju Nadmorskim i za granicą, mieszka niedaleko, w Dalnegorsku, on również dowiedział się o zdarzeniu.
„Natychmiast udaliśmy się do Rudnej Pristani” – powiedział „Komsomolskiej Prawdzie” – „a czterech członków załogi tankowca przekazało nam szczegółowe informacje o tym, co się wydarzyło. UFO było widoczne przez trzy godziny, a następnie, około szóstej rano, oddaliło się dalej na morze i skierowało w stronę Japonii”.
Dwużilny łączy to, jego zdaniem, anomalne zjawisko z incydentem, który miał miejsce nieco wcześniej, 30 grudnia. Mieszkaniec Dalnegorska, Aleksiej Kolesnikow, jechał z rodziną ze Spasska. Zbliżał się do Kawalerowa i około godziny 3:00 nad ranem, w pobliżu Przełęczy Malinowskiej, w tym samym czasie co marynarze z tankowca Fokino, zauważył coś świecącego na wzgórzu oddalonym o około kilometr. Według naocznego świadka, obiekt ten miał kształt ściętego trójkąta, przypominającego piramidę, o wymiarach 20 na 5 metrów, i miał tę samą migającą fioletową latarnię, migającą mniej więcej raz na sekundę.
Obiekt skierował się w stronę wsi Szumny, a zaintrygowany Aleksiej zwolnił i próbował naśladować migające światła reflektorów. UFO, jakby to zauważając, zaczęło opadać i zbliżać się. Gdy było już bardzo blisko, nie dalej niż pół kilometra, krewny w samochodzie krzyknął ze strachu. Kolesnikow zatrzymał samochód i wyłączył światła. „Obcy” natychmiast zawrócił i skierował się w stronę Szumnych. W tym samym momencie podobny obiekt wzniósł się ze wzgórza i poleciał w kierunku innej wsi, Niżnych Łużek.
„Wszystko, co wiemy o tych przypadkach, to relacje naocznych świadków” – mówi Dwużylny. „Wszyscy oni wcześniej nie wierzyli w żadne zjawiska paranormalne, byli (co ważne) przy zdrowych zmysłach i pamięci w dniach wydarzeń i żałują, że nie mieli pod ręką aparatu fotograficznego ani kamery wideo w kluczowym momencie”.
Krótko mówiąc, wierzcie lub nie, ale historia UFO-2004 w Kraju Nadmorskim jest znana.
| OSTROVSKAYA Natalia | 24 stycznia 2004 |
UFO w Kraju Nadmorskim: Najbardziej nietypowe miejsca w regionie
Nasz region jest uważany za jedno z najbogatszych w cuda pozaziemskie miejsc. Dlatego postanowiliśmy stworzyć mapę UFO w Kraju Nadmorskim. Zwróciliśmy się o pomoc do eksperta od zjawisk anomalnych Walerija Dwużylnego .
Rejon Ternejski
Pod koniec lat 80. inspektor leśny patrolujący tajgę usłyszał przerażający ryk. Pobiegł w kierunku źródła hałasu i zobaczył niedźwiedzia stojącego na tylnych łapach pośrodku polany, rozpaczliwie wyjącego. Czerwony dysk wirował pół metra od głowy niedźwiedzia, a z jego pyska buchała para, pomimo upału lata. Wyglądało to tak, jakby UFO piekło nieszczęsne zwierzę. Oczywiście inspektor rozsądnie się wycofał, pozostawiając niedźwiedzia na pewną śmierć.
Wieś Amgu
W 1996 roku, niedaleko wioski Amgu, zaginął koń myśliwego Władimira Czeczurina. Kilka dni później odnaleziono ogiera. Był jednak martwy. Wszystkie kości zwierzęcia były nienaruszone, ale wnętrzności były w kompletnym nieładzie. Brakowało serca i płuc. Nigdy nie ustalono, kto mógł skrzywdzić konia w taki sposób. Ale dwa lata później klacz Czeczurina zniknęła. Chwilę później koń został odnaleziony. I znowu ta sama scena: nienaruszone kości, pomieszane wnętrzności, jakby spadł z dużej wysokości.
Myśliwy, nawiasem mówiąc, wspominał, że widział kilka UFO w okolicy Amgu na kilka dni przed zniknięciem konia. Tymczasem w Stanach Zjednoczonych odnotowano już przypadki porwań dużych zwierząt domowych przez kosmitów. Wygląda na to, że w dystrykcie Terneysky mieszkają również kosmici, którzy są „miłośnikami zwierząt domowych”.
Terney, Jezioro Błagowatne
We wrześniu 1956 roku kilkudziesięciu rybaków łowiących ryby na jeziorze było świadkami katastrofy ogromnego UFO. Srebrzysty obiekt o średnicy około półtora kilometra przeleciał obok nich na wysokości 600 metrów. Jego lotowi towarzyszył głośny zgrzyt i gęsty dym. Po drodze obiekt zgubił liczne części – cienkie metalowe igły przypominające końskie włosie. Zostały one odzyskane przez rybaków następnego dnia.
UFO przypominało kapelusz z czerwonymi iluminatorami wzdłuż ronda. Statek rozbił się w morzu. Nie przeprowadzono śledztwa w miejscu domniemanego zderzenia. Wydaje się jednak, że jest to największy UFO, jaki rozbił się w Kraju Nadmorskim.
Dalnegorsk
To północne miasto słusznie uważane jest za strefę o największej anomalii w Kraju Nadmorskim. Warto przypomnieć katastrofę UFO w styczniu 1986 roku na wzgórzu o wysokości 611 w centrum miasta. Od tego czasu obiekty latające stały się częstym gościem w Dalnegorsku, wybierając zimowe miesiące na swoje przeloty. W ciągu zaledwie dwóch tygodni stycznia tego roku mieszkańcy miasta widzieli około 20 niezidentyfikowanych obiektów. Ostatni raz obcy statek kosmiczny zauważono 8 marca.
Przywiązanie kosmitów do Dalnegorska jest trudne do wyjaśnienia. Możliwe wyjaśnienie leży jednak w położeniu miasta na gigantycznym uskoku w skorupie ziemskiej. Uskok ten tworzy liczne anomalie elektromagnetyczne i elektrostatyczne. Mówi się, że kosmici potrafią poruszać się po tych anomaliach jak po mapie nawigacyjnej, a nawet czerpią z nich energię.
Arseniew
Nikołaj Golik znalazł w swojej daczy kilka kawałków spiekanej gliny i dziwną rudę. Glina zawierała dużą ilość pierwiastka ziem rzadkich, lantanu. Ruda zawierała również fosforyn ceru. Ten związek nie występuje w naturze. Jest wytwarzany wyłącznie w piecach próżniowych. Zagadka…
Wieś Timofeevka, rejon olgiński
W pobliżu wioski znajduje się baza morska. Tutaj, na początku lat 90., żołnierze byli naocznymi świadkami obecności obcych. Patrolując teren, ekipa ochrony natknęła się na trzy wysokie postacie w srebrnych kombinezonach. Twierdzą, że obcy zbliżali się do magazynu. Marynarze oddali kilka strzałów ostrzegawczych w powietrze. Obcy odwrócili się i uciekli.
Po tej wizycie na terenie jednostki, w pobliżu magazynu, pozostawiono ślady stóp o średnicy 50 mm. Specjalny zespół, w którego skład wchodzili agenci kontrwywiadu, odwiedził nawet jednostkę. Z odcisków wykonano gipsowe odlewy. Wydawało się, że to był koniec sprawy.
Ussuryjsk
Na początku lat 90. żołnierze z jednostki wojskowej Ussuri wykryli na radarze niezidentyfikowany obiekt latający. Obiekt spadał na ziemię z dużą prędkością. Nie dało się ustalić, gdzie wylądował UFO. Najwyraźniej radary były zaprojektowane wyłącznie do wykrywania obiektów latających…
Rejon chasański
Do zdarzenia doszło na terenie jednej z lokalnych jednostek wojskowych. Podczas służby kazachski strażnik zobaczył tuż przed sobą gigantyczną twarz. Zjawa zmaterializowała się i ruszyła w kierunku żołnierza. Przerażony żołnierz wyszeptał modlitwę. Twarz rozpłynęła się w powietrzu. Wszystko byłoby dobrze, gdyby Kazach nie doznał lekkiego szarpnięcia w bok i nie trafił do szpitala z paraliżem lewego ramienia.
Wyspa Putyatin
Pod koniec lat 70. w pobliżu wyspy pracowała ekspedycja naukowa na statku hydrograficznym. Pewnego dnia jej załoga zobaczyła niezidentyfikowany, duży dysk wyłaniający się z wody. Doniesienia sugerują, że UFO odleciało w kierunku lądu.
Góra Pidan
Ta góra jest obiektem licznych, nietypowych plotek. Turyści wielokrotnie widywali latające spodki w okolicach Pidany. Wielu twierdzi, że wewnątrz góry znajduje się baza UFO. Aby dotrzeć do bazy, trzeba znaleźć jaskinię, z której wyłaniają się niezidentyfikowane obiekty. Jednak ani jaskinia, ani baza nie zostały jeszcze odnalezione.
Władywostok
UFO obserwowano również w nadmorskiej stolicy. Wielokrotnie widywali je wojskowi, marynarze i policjanci. Jeden z ostatnich przypadków miał miejsce kilka miesięcy temu, kiedy niezidentyfikowany obiekt w kształcie cygara został zauważony na ulicy Russkiej.
Zwykli mieszkańcy Władywostoku również dostrzegają UFO. Zeszłego lata mechanik samochodowy Walentin Pawlenko uchwycił nawet na wideo tajemniczą kulę. Jednak pracownicy Obserwatorium Ussuri twierdzą, że kamera Pawlenki była zbyt jasna i nie było UFO.
Dzielnica Shamora
Kilka dekad temu na wzgórzu niedaleko Szamory odkryto mocno stopioną bryłę metalu. Analiza chemiczna wykazała, że zawiera ona czysty chrom. Odkryto również, że bryła została prawdopodobnie wyprodukowana w fabryce na Uralu.
Jakiś czas później podobne fragmenty chromu odkryto poza wsią Krasnoreczeńsk (rejon dalnegorski) oraz w kamieniołomie w pobliżu Niżnych Łużek (rejon kawalerowski). Nauka nie wie nic o sile, która odłożyła chrom uralski w różnych rejonach Kraju Nadmorskiego. Ufolodzy mają jednak wyjaśnienie: kosmici mogli schwytać to, co leżało w pobliżu, a następnie po prostu zgubić chrom podczas lotu.
Źródło: Komsomolska Prawda
Валерий Двужильный (Walerij Dwużylny): Jego nazwisko jest znane przede wszystkim z szeroko nagłośnionej historii katastrofy UFO na „Wysokości 611” (Góra Izwiestkowa) 29 stycznia 1986 roku, której świadkami były dziesiątki mieszkańców Dalnegorska. Czerwono-pomarańczowa kula, o średnicy połowy Księżyca, delikatnie spadła na szczyt wspomnianego wzgórza. Zaledwie trzy dni po katastrofie zespół Walerija Dwużylnego udał się na miejsce zdarzenia, gdzie zebrał liczne zdumiewające okazy, które pozostały nieodkryte pomimo licznych badań laboratoryjnych. W latach 1988-89 na miejscu katastrofy pracował również zespół ufologów z Władywostoku.